|
Na wolności jest ponad 7,6 tys. osób podejrzanych o pedofilię
Wyliczenia oparliśmy na danych policji i służby więziennej. Seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz: - Te liczby powinny być przestrogą, bo nic się nie zmienia, leczenie pedofilów pozostaje mrzonką.
Policja co miesiąc zatrzymuje 40-50 osób, które ściągają z internetu materiały pedofilskie i zoofilskie. I prawie 100 osób, które molestują dzieci. Jakub Śpiewak z fundacji Kidprotect: - Wydawać by się mogło, że na ulicach jest coraz mniej pedofilów, ale to nieprawda. Są ci sami.
W ostatnich dziesięciu akcjach policja zatrzymała prawie 500 osób za posiadanie pornografii dziecięcej. Za kratami siedzi 20. A więc 95 proc. zatrzymanych wyszło po przedstawieniu zarzutów. Na proces czekają na wolności.
Podczas jednej z ostatnich obław policja zatrzymała pracownika budowlanego z Opola kilka miesięcy temu zatrzymanego za to samo.
- Oni oglądają pornografię dziecięcą, ale nie oznacza to, że nie są groźni. To tzw. preinicjacja. Za chwilę internet im nie wystarczy i zaatakują w realu - mówi prof. Lew-Starowicz, który stworzył pierwszą w Polsce specjalizację z leczenia pedofilii.
Trzy przykłady z realu
Roberta K. w grudniu 2004 r. przyłapano w Pułtusku, gdy dotykał 9-letniego chłopca i 10-letnią dziewczynkę. Sąd wymierzył mu trzy lata i trzy miesiące odsiadki. Biegli piszą: dojrzałość psychoseksualna na poziomie dziecka, osobowość prymitywna.
W marcu 2008 r. wychodzi na wolność. Wraca do domu w miejscowości Komarówek na Podlasiu. W pobliskiej szkole zakrada się do toalety. Siłą rozbiera dwóch 7-latków. Zatrzymany przez policję dostaje nowy wyrok - cztery lata.
Oskarżeni w głośnej sprawie pedofilów z Dworca Centralnego w Warszawie molestowali kolejne dzieci w trakcie procesu, bo odpowiadali z wolnej stopy.
Wojciech K., duchowny Kościoła polsko-katolickiego, razem z innymi pedofilami z dworca został zatrzymany w 2002 r. Wyszedł z aresztu po dwóch latach. Odpowiadał z wolnej stopy, przez cztery lata nie skazano go prawomocnie. W 2006 r. jego ofiarą padł 15-latek, molestował chłopca co najmniej 50 razy. Dopiero w 2007 r. sąd skazał Wojciecha K. na trzy lata więzienia, a za molestowanie 15-latka dołożono mu jeszcze rok i dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Wyjdzie w 2011 r.
Prawie wszyscy skazani z Dworca Centralnego wyszli z aresztu przed wyrokiem. 51-letni Włodzimierz P., czekając na prawomocny wyrok, zgwałcił w Szczecinie 17-latka.
Sędzia Jacek Łabuda tłumaczy, że nie mógł dłużej trzymać ich w areszcie: - Gdybym miał wybór: wypuścić ich lub skierować na przymusowe leczenie, wybrałbym leczenie. Ale wtedy nie można ich było przymusowo leczyć. A brak terapii to główny powód recydywy.
Nie zajmuje się nimi nikt
W bazach policyjnych jest 8,6 tys. osób, którym postawiono zarzuty z art. 200 kodeksu karnego, czyli pedofilii. Prawie 500 było zatrzymywanych więcej niż raz.
Odjęliśmy tych, którzy siedzą za kratami, czyli 960 osób. Wynik - 7,6 tys. jest na wolności.
Prof. Lew-Starowicz: - Mogą być zagrożeniem, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoba, która zetknęła się z pedofilią, do tego wróci.
Prof. Zbigniew Izdebski, również seksuolog: - Skoro nie wiemy, co robią na wolności, bo nie są monitorowani ani leczeni, to nie wiemy, jaka część z nich jest realnym zagrożeniem.
Jarosław Kończyk, szef wydziału zwalczania pedofilii Komendy Głównej Policji: - Nie liczyliśmy tego, bo skupiamy się na tym, by pedofilów łapać. Nie mamy instrumentów prawnych, by potem się zajmować tymi, którzy wyjdą.
Zdaniem prof. Lwa-Starowicza ludzie ci powinni zostać zbadani, bo inaczej prawdziwej skali zagrożenia nie poznamy: - Na wolności są poza wszelką kontrolą. Niektórzy zasypują mnie prośbami, by pomóc im się leczyć, ale w Polsce nie ma odpowiednich ośrodków.
Pedofile zgłaszają się też do Jakuba Śpiewaka z fundacji Kidprotect: - Ale znam ledwie kilka osób, które prowadzą taką terapię.
Lew-Starowicz kilka lat temu stworzył specjalizację seksuologia kliniczna i sądowa: - Jest pierwszych 60 absolwentów, ale nie mają gdzie pracować, bo nie ma ośrodków.
- 70 proc. nieleczonych pedofilów wraca na drogę przestępstwa - podkreśla seksuolog. - Pedofil nie zadowala się jedną ofiarą, stąd tak duża liczba poszkodowanych dzieci.
W policyjnej bazie czytam, że w zeszłym roku zatrzymano 1080 osób, którym zarzucano molestowanie dzieci poniżej 15. roku życia. Dzieci tych było 5635. Na jednego sprawcę przypadło średnio pięć małoletnich ofiar! W 2007 r. było gorzej - nieco ponad tysiąc sprawców i 8 tys. poszkodowanych dzieci.
Prof. Izdebski: - Większość ofiar zna swoich oprawców.
Prof. Starowicz: - Pamiętajmy, że tylko 10 proc. spraw o pedofilię to niesłuszne oskarżenia.
Nowe prawo? Wystarczyło stare
Jesienią ubiegłego roku ujawniono, że mieszkaniec okolic Siemiatycz więził i gwałcił córkę. Premier Donald Tusk opowiedział się wtedy za “przymusową kastracją”. Na jego zamówienie rozpoczęto prace nad rządową ustawą przewidującą przymusowe leczenie farmakologiczne i psychiatryczne pedofilów. Projekt zakłada, że sąd może przymusowo skierować skazanego za pedofilię do specjalnego ośrodka, gdzie zostanie poddany terapii farmakologicznej i psychiatrycznej.
- Nie można tu mówić o kastracji - wyjaśnia Lew-Starowicz - bo jest ona nieodwracalna. To będzie leczenie antypopędowe.
Ale od września 2005 r. jest w kodeksie karnym art. 95a. Stwierdza, że skazanego z zaburzeniami seksualnymi po wyjściu z więzienia sąd może umieścić w zamkniętym zakładzie leczniczym. Po co więc zmieniać prawo?
Prof. Marian Filar, poseł, profesor prawa na UMK w Toruniu: - Zgadzam się. Wystarczyło na to znaleźć pieniądze.
- To po co pan, karnista, marnuje czas, by powielać istniejące prawo?
Prof. Filar: - Jestem członkiem komisji sejmowej, która otrzymała nowy przepis, więc nad nim pracuję.
Rzecznik rządu Paweł Graś: - Nowe prawo jest bardziej szczegółowe, mówi o zapewnieniu pieniędzy i o ośrodkach, a stare nie.
Na ośrodki potrzeba co najmniej 40-50 mln zł. Będą te pieniądze?
Graś: - Nie mogę gwarantować, jeszcze trwają prace nad założeniami budżetu. Ale nie wyobrażam sobie, by było inaczej, bo zależy na tym premierowi.
- Premier Tusk zażyczył sobie nowej ustawy i będzie ją miał - mówi nam anonimowo osoba z komisji, i to nie z opozycji. - To czysty PR.
Prof. Filar jest realistą: - Znalezienie odpowiedniej kadry i przystosowanie lub budowa ośrodków to mogą być dwa lata.
Czy to przejdzie w Strasburgu
Czas i pieniądze to nie koniec problemów. Zdaniem Andrzeja Sakowicza z Uniwersytetu Białostockiego, który projekt ustawy oceniał, przymusowe leczenie może okazać się niezgodne z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sakowicz pisze (ocena jest dostępna na stronach sejmowych): “W sprawie Glass przeciwko Wielkiej Brytanii (…) Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że decyzja o leczeniu podjęta wbrew woli opiekuna prawnego stanowi ingerencję w prawo do poszanowania prywatności, zwłaszcza do integralności fizycznej”.
Podobną sprawę przegrała przed Trybunałem także Ukraina, a chodziło ledwie o przymusowe karmienie.
Kilku policjantów, z którymi rozmawiałem, opowiada się (anonimowo) za publikowaniem wizerunków pedofilów. Niech ludzie wiedzą, kto koło nich mieszka, kto kręci się pod szkołą…
Filar: - Ale to się skończy linczami jak we Włodowie [gdzie kilku mężczyzn zabiło bandytę, bo policja nie interweniowała, gdy atakował mieszkańców wsi].
Prof. Izdebski: - Politycy prześcigają się w pomysłach, gdy dochodzi do dużej tragedii. Ale gdy chodzi o działanie systemowe, skuteczne, to mamy pokaz bezradności.
Więcej: .
Małe dzieci Sala zabaw |